
Strona główna 
Wydania 
Luty 2010 
ArtykułyTegoroczny budżet Orzesza to 37.881.354,27 zł dochodów i 45.337.475,27 zł wydatków. To również dziura budżetowa w wysokości 7.456.121,00 zł. Tym samym, to najbardziej „dziurawy” budżet, jaki uchwalono na przestrzeni ostatnich lat. Nie zwala z nóg wielkość i ilość inwestycji, jakie miasto zaplanowało sobie zrobić w 2010 roku. Lista dość uboga, a inwestycji, które można byłoby zaliczyć do hitów, na niej nie ma. Niezbyt dobrze budżet zapowiada się dla oświaty - przynajmniej jeśli chodzi o inwestycje. Na wysyp pieniędzy nie ma co liczyć, bo jeśli w Katowicach czy Poznaniu było, jest i będzie biednie, to cóż dopiero w małym Orzeszu? W 2010 roku orzeska oświata dostanie na remonty pół miliona. Najwięcej zyska podstawówka w Zazdrości, gdzie miasto dokończy budowę sali gimnastycznej. Na to, na co najbardziej psioczą kierowcy - tragiczny stan nawierzchni i dziury w gminnych drogach, miasto chce wydać ponad milion zł. Za te pieniądze planuje zrobić remonty i modernizację, a nawet wybudować jedną nową drogę w Zawiści. Są pieniądze na utwardzone pobocze do ul. Kwiatowej i chodnik przy ul. Mikołowskiej. Spokojni mogą być strażacy ochotnicy z Woszczyc. Miasto nie wybuduje im wprawdzie nowej remizy z prawdziwego zdarzenia, ale pomalutku (do 2011 r.) rozbuduje im tę, która już istnieje. Co do dużych i ważnych inwestycji - te owszem są, tyle, że realizowane głównie z kredytów, pożyczek bądź przez inwestora innego niż urząd. Najważniejsza inwestycja, jaką jest kolejny etap budowy kanalizacji, powstaje z pożyczki z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz pieniędzy gminnych. Połowa pożyczki będzie wprawdzie umorzona, ale to raczej daleka przyszłość - bo najpierw inwestycję trzeba zakończyć, a dodatkowo spłacić 50 proc. pożyczki. Remonty dwóch ciągów dróg przebiegających przez Orzesze sfinansuje (częściowo) rząd z Narodowego Programu Przebudowy Dróg Lokalnych (cała inwestycja to 10 mln. zł, z czego jakieś 6 mln. zł przypadnie na modernizację dróg na terenie Orzesza). Termomodernizacją Zespołu Szkół też nie ma się co przechwalać, bo trzeba było wziąć na tę inwestycję pożyczkę z WIOŚiGW. Teraz miasto ma zamiar zaciągnąć kolejny kredyt na tę inwestycję, na jakieś 400 tys. zł. Urzędnicy tłumaczą, że kredyt wziąć muszą po to, żeby z Banku Gospodarstwa Krajowego dostać premię termomodernizacyjną.
I tyle „wielkich” inwestycji w mieście. Uchwalony budżet może i jest ambitny tak, jak na sesji budżetowej (w grudniu) przekonywał rajców burmistrz Orzesza Andrzej Szafraniec, z pewnością jednak do imponującego dużo mu brakuje. Zwłaszcza, kiedy do ponad 7 baniek deficytu doda się 9.413.715 zł pożyczek i kredytów. Miasto bierze kredyty na potęgę, bo jak tłumaczą w urzędzie, to możliwość pozyskania dodatkowych pieniędzy pozabudżetowych. Poza tym, teraz inwestycje można realizować stosunkowo niskim nakładem finansowym (z uwagi na nieśmiertelny kryzys), więc taką okazję trzeba wykorzystać. Z prognozowania wyszło też, że pod koniec br. roku (jak dobrze pójdzie i nic się nie rypnie) to Orzesze będzie miało długu na 12.307.579 zł czyli 32,49 proc. tego, co zaplanowano, że wpłynie do budżetu (ale nie koniecznie wpłynie).
Czym miasto zamierza pokryć dziurę budżetową? Okazuje się, że z oszczędności w wydatkach bieżących, sprzedaży gruntów, wolnych środków własnych (cokolwiek to znaczy). Burmistrz Andrzej Szafraniec długo przekonywał radnych, że gminnym finansom nie grozi zapaść, bo znajdują się one pod kontrolą. Dziesięciu rajców udało mu się przekonać, trzech nie do końca, a jednego w ogóle. I ten ostatni jako jedyny może spać spokojnie, jeśli ambitny budżet okaże się trudny do zrealizowania.
(Ania)
|
|




Lipiec 2010